środa, 17 lipca 2019

Rodzimowierstwo słowiańskie a kapitalizm


rodzimowierstwo słowiańskie a kapitalizm

Rodzimowierstwo słowiańskie nie może pozostawać hermetycznie zamkniętą doktryną, ograniczoną do kwestii wyłącznie rytualnych i obrzędowych. Jeśli chcemy traktować naszą wiarę poważnie i konsekwentnie, to musi ona być źródłem naszego światopoglądu i patrzenia na świat. Zwłaszcza jeśli zależy nam na dotarciu do nowych wyznawców i poszerzaniu kręgu osób wyznających rodzimowierstwo lub przynajmniej nim żywo zainteresowanych. Swoista totalność, a więc układ „religia à poglądy i wyznawane idee” jest tu obowiązkowym elementem, który posiadają lub starają się posiadać wszystkie duże systemy religijne, zarówno monoteistyczne, jak i politeistyczne.
Niewątpliwie kapitalizm jest elementem, który jawi się jako integralna część systemu politycznego i światopoglądowego, w ramach którego przyszło nam żyć, jak i jest czymś, co stanowi często temat gorących dyskusji, debat i sporów. Analizowany jest z punktu widzenia ekonomii, społeczeństwa, sprawiedliwości społecznej, określonych ideologii. Nie widzę najmniejszego powodu, aby nie podjąć próby analizy tego zjawiska i doktryny z rodzimowierczego punktu widzenia. Tym bardziej, że w ramach komentarzy do różnych treści Neonowego Słowianowierstwa pojawiały się już wzmianki o kapitalizmie, liberalizmie ekonomicznym, zarzucano nam rzekomy „socjalizm”. Pora więc rozprawić się z kapitalizmem. 

Kapitalizm czyli materializm

Zacznijmy od samej definicji kapitalizmu. Nie chodzi mi tu o kopiowanie szeregu definicji ze słowników i podręczników akademickich, by na końcu subiektywnie wybrać jedną z nich. Podstawą jest tu dla mnie wyszczególnienie podstaw ideologicznych i wartości, na których opiera się kapitalizm; następnie ustalenie jakie zjawiska są warunkowane kapitalizmem; wreszcie stwierdzenie co jest celem kapitalizmu w sensie praktycznym.
Kapitalizm jako idea sięgająca swymi korzeniami renesansowych Włoch (gdzie powstała nowożytnie rozumiana instytucja banku) jest systemem ekonomicznym oraz gospodarczym, który w tej czy innej postaci obowiązuje w większości krajów na świecie. Przede wszystkim zaś jest to system obecny w Europie i krajach, które uznać możemy na należące lub wywodzące się z naszego kręgu cywilizacyjnego (chociażby USA czy Kanada).
Kapitalizm zasadza się na idei „wolnego rynku” a więc swobodnego i niczym nie ograniczonego przepływu i obrotu pieniądza, towarów i ludzi. Zasadniczo doktryna kapitalistyczna sprzeciwia się państwowemu interwencjonizmowi, polityce społecznej i socjalnej. Wynika to z faktu, że kapitalizm jest nieodłącznym oraz nierozerwalnym elementem ideologii liberalnej. Ta zaś uznaje wyłącznie indywidualna osobę jako centrum zainteresowania i wartość jako taką. Wszystko inne to „konstrukt” – rodzina, Naród, płeć, kultura, rasa. Tak więc kapitalizm, jako idea na wskroś liberalna, warunkowana jest przede wszystkim przez indywidualizm. Nie dziwi nas to, że w kapitalizmie na pierwszym miejscu stoi pojęciu zysku w sensie finansowym. Kapitalizm to doktryna bogacenia się, ale bogacenia rozumianego jako cel sam w sobie. Skoro bowiem kapitalista jest indywidualistą, to bogaci się wyłącznie dla siebie i realizacji swoich celów. Ponadto ten skrajny indywidualizm, właściwie należy nazwać to zwykłym egoizmem, ma określone konsekwencje. Przede wszystkim zysk w kapitalizmie wynika nie z pracy, ale z pracy innych, a więc w praktyce z wyzysku. Wielkie korporacje, międzynarodowy kapitał to tutaj świetny przykład, a casus Amazona jest wręcz sztandarowy. Kapitalizm wiąże się z fanatycznym uwielbieniem dla materii – tzw. „świętym prawem własności”. Oczywiście, własność jest tu indywidualna i niezwiązana z jakimikolwiek elementem społecznym czy rodzinnym. Rodzina bowiem, Naród, społeczność lokalna – te wartości kapitalisty generalnie nie interesują.
Kapitalistę interesuje przede wszystkim niczym nie ograniczona możliwość bogacenia się (zdobywania świętego dla niego kapitału), a wszystko co mogłoby pomniejszyć mechanizm bogacenia się czyli wyzysku (np. prawa pracownicze) traktuje on a priori jako „socjalizm”. Państwo i jakakolwiek inna wspólnota, zwłaszcza w rozumieniu formalnym czy administracyjnym, jest dla niego wrogiem i elementem mogącym potencjalnie wpłynąć niekorzystnie na jego bogactwo.

Duchowość a kapitalizm

Doktryna kapitalistyczna jawi się więc jako materialistyczna i deterministyczna. Co ciekawe upodabnia ją to do teoretycznie całkowitego jej zaprzeczenia – idei socjalistycznej w klasycznym, marksistowskim rozumieniu.
Pytanie fundamentalne jakie musimy sobie postawić na początku naszych rozważań brzmi następująco: czy jako rodzimowiercy opierać mamy się na idei materialistycznej, czy też bycie wyznawcą określonej religii stawia przed nami konieczność postawienia ponad materię duchowości? Jeśli bowiem wierzymy w Bogów, w ich nakazy, prawa oraz dane nam wartości, to oczywistym jest, że to sfera duchowa jest ważniejsza. Myślenie oparte o sztywną doktrynę o odcieniu jawnie materialistycznym jest tutaj zwykłym ekonomizmem, właściwym wielu środowiskom, ale na pewno nie osobom poczuwającym się do rodzimej wiary. My bowiem opieramy się przede wszystkim na nakazach związanych i wynikających z naszych wierzeń i dopiero z nich wysnuwamy konkretne poglądy w określonych dziedzinach, w tym przypadku w kwestii ekonomii czy gospodarki. Odwrócenie tego układu, to jest przyznanie pierwszeństwa sferom czysto materialnym jest z gruntu antyrodzimowiercze.

Naród, wspólnota, zadruga

No dobrze, ale może ktoś spytać czy z wiary naszej mimo wszystko nie wypływa w sposób funkcjonalny kapitalizm i liberalizm. Przecież fakt, że idea ta byłaby wtórna i wynikowa wobec rodzimowierstwa, nie znaczy jeszcze, że musi się z nim wykluczać.
Sądzę, że najbardziej zasadniczym elementem tutaj jest kwestia relacji na linii kapitalizm – zbiorowości ludzkie. Otóż kapitalizm jak wiemy już, jest doktryną nie tylko skrajnie indywidualistyczną, ale i egoistyczną. Ex definitione nie odnosi się od do tradycyjnych i normalnych dla rodzimowiercy wspólnot jak rodzina, Naród czy lokalna społeczność. Po prostu aksjologicznie kapitalizm, czyli liberalizm ekonomiczny, zasadza się na innych podstawach.
Tymczasem śmiem twierdzić, że w materii społecznej, jak również politycznej, rodzimowierstwo ma wykładnię przede wszystkim gromadną i kolektywną. Jednym z naszych Bogów jest Rod – opiekun wspólnoty, więzów krwi i rodziny. Mokosz z kolei jest boginią ziemi, także w znaczeniu określonego terytorium. Jeśli połączyć to w jedno, a więc lud i ziemię, to razem tworzy w sposób logiczny i oczywisty postawę nacjonalistyczną, a więc stawia Naród jako integralny element i wartość w życiu człowieka. Sam fakt, że jeden z aspektów naszej duszy odradza się wyłącznie w obrębie wspólnoty rodowej jest tu dość jednoznaczny. Podobnie rzecz ma się z rodziną – tu właściwie nie ma większego sensu wymieniać wszystkich bóstw, ich sfer związanych z tym aspektem, starczy wspomnieć znowuż o Mokoszy czy choćby Ładzie. Mówiąc zresztą o narodzie pamiętajmy, że w czasach dawnych wspomniana „wspólnota rodowa” oznaczała przede wszystkim określone plemię lub ewentualnie grupę plemion. Oczywiście w trakcie procesu dziejowego plemiona przekształcały się, rozwinęły się nowoczesne Narody. Pojawiły się de facto dwa znaczenia, czy raczej płaszczyzny funkcjonowania wspólnoty narodowej. Tak więc nacjonalizm to nie tylko wierność wspólnocie narodowej, ale także tej lokalnej, wliczając w to lokalne tradycje, zwyczaje, dialekty i inne sprawy.
A gdzie w tym wszystkim kapitalizm? No cóż, jego aksjologiczne podstawy w najbardziej elementarnych podstawach kłócą się z kolektywnym aspektem rodzimowierstwa. To ostatnie to nie tylko dialektyczne uznanie znaczenia Narodu czy rodziny, ale realne konsekwencje. Tam gdzie rodzimowierca przedłoży dobro swoich krewnych czy rodaków nad zysk, tam kapitalista ograniczeń takich nie będzie miał, czy nawet poczuwał się do nich. Tam gdzie każdy kto faktycznie uważa się za rodzimowiercę przedłoży więzi rodzinne i lokalne nad ekonomię, tam kapitalista nie cofnie się przed wyzyskiem i upokorzeniem drugiego człowieka. 

Kultura i cywilizacja czy ekonomia?

Od Swaroga otrzymaliśmy jeden z najważniejszych naszych darów, który sprawia że człowiek jest tym, kim jest. Kulturę, która wyraża się w określonej w czasie i przestrzeni cywilizacji. Nakłada to na nas obowiązki rozwijania jej, pomnażania naszej wiedzy i władztwa nad materią i w ogóle wszechświatem. Idąc za Stachniukiem najważniejszy jest czyn twórczy i wszystko co człowiek, żyjąc w danym czasie i miejscu, jest w stanie wlać nowego do dziedzictwa swego Narodu, cywilizacji i gatunku ludzkiego jako takiego.
Stąd prosty wniosek, że ekonomia, gospodarka ale i inne dziedziny, jak choćby nauka, mają służyć szerszym, dużo wznioślejszym celom niż tylko indywidualny zysk, sprzedaż, wzbogacenie się. Rozwój kultury to rozwój rozumiany w kategorii zwiększenia się naszego władztwa nad żywiołami i rozwinięcia ludzkiej świadomości. Ciężko o tym mówić, gdy całość naszych dążeń nakierowanych jest wyłącznie na maksymalizację zysków i jedynym determinantem jest dla nas pieniądz.
Na przestrzeni dziejów Europejczycy podejmowali ogrom działań, które były ryzykowne, nieopłacalne i kosztowne. Chociażby podróże Kolumba. Czy robili to wyłącznie z myślą o swoim interesie, czy też może kierowała nimi właściwa naszym ludom dusza odkrywcy, podróżnika i zdobywcy? Rzucić serce za przeszkodę, poświęcić wszystko i sięgnąć za horyzont! Oto postawa godna Europejczyka, a także – może nawet przede wszystkim, rodzimowiercy, który wierny jest boskim nakazom. 

Sens pracy 

Jaki jest sens pracy wedle kapitalisty? Tu odpowiedź jest dość oczywista, jednak warto jeszcze raz ją zaznaczyć. Kapitalista pracuje dla zysku. Co więcej, często dla tego zysku wyzyskuje innych i żyje z pracy innych. Casus firm jak Amazon jest tu doprawdy wręcz już sztampowy. Tymczasem biorąc pod uwagę wcześniejsze konstatacje, zwłaszcza te w kwestii obowiązku wobec rodziny, swego ludu oraz całokształtu kultury i cywilizacji, to praca ma dużo większy sens. Przede wszystkim w rozumieniu rodzimowierczym praca nie jest tylko materialną czynnością, ale jawi się nam jako aspekt duchowy. Własną pracą musimy zbudować lepszą przyszłość dla swoich dzieci, rodziny, Narodu. Co więcej, funkcjonowanie w określonych zbiorowościach także nakłada na nas obowiązki. Wzajemna pomoc, dzielenie się i wspieranie, funkcjonowanie w modelu nie zatomizowanych indywiduów, ale jako silna zadruga, to nasz obowiązek. Tak samo gdy podczas obrzędu stajemy do świętego ognia w kręgu nie jesteśmy tylko zbiorem kilkunastu czy kilkudziesięciu jednostek. Nie jesteśmy nawet ich sumą. Jesteśmy wspólnotą, wspomnianą zadrugą, której siła wynika właśnie ze wzajemnego wsparcia.
Jako ludzie, Polacy, rodzimowiercy wkładamy nasz trud i pracę w wielkie, ponadpokoleniowe dzieło jakim jest nasza wiara, nacja, kultura i cywilizacja. Naszym celem jest je rozwinąć i przekazać naszym dzieciom w jeszcze lepszym stanie, niż sami je otrzymaliśmy. To stwierdzenie niejako trywialne, przeciwko któremu wystąpią tylko liberalni heretycy z marginesu, jednak warto pamiętać o skutku takiego myślenia. Myślimy nie w wąskich kategoriach zysku, mamony, ale w kategoriach cywilizacyjnych i dziejowych. To znacznie więcej niż dywidendy, procenty i zera na koncie. 

Determinizm czy zadruga?

W całości naszych rozważań chodzi też o pewną gradację i współzależność. Kapitalizm powoduje wykształcenie się tzw. homo economicus, czyli człowieka posługującego się przede wszystkim kategoriami ekonomicznymi, wąskim postrzeganiem wszelkich zjawisk i procesów przez pryzmat kosztów i generalnie absolutnej dominacji czynnika finansowego. Ma to tez odbicie dla procesów i zjawisk politycznych, np. w postaci postulowanego przez szarlatana Fukuyamę liberalnego piekła, gdzie globalny rynek kończy historię, Narody, religie i wszystkich równa do poziomu konsumentów i płatników. Czy tego chcemy jako rodzimowiercy? Czy tego chcą Bogowie, aby ich kosmiczne i święte prawa zastąpił dyktat banków, kapitału i koncernów?
Oczywiście nie. Jeśli rozumiemy państwo we właściwy dla rodzimowiercy sposób, a więc jako emanację i formę organizacji dla Narodu, to państwo ma ex definitione większe znaczenie niż rynek i ekonomia. To państwo jest polem do realizacji celów narodowych i szerzej cywilizacyjnych, a ekonomia, gospodarka to jedynie narzędzia, nigdy zaś cel sam w sobie! Tak więc rodzimowierstwo słowiańskie odrzuca urynkowienie polityki i państwa rozumiane jako dyktat tegoż rynku i jego „praw”. My stawiamy na kolektywność, więzi rodowe i terytorialne stawiane wyżej niż zysk i pieniądze. Zresztą problem tu jest dużo głębszy i bardziej fundamentalny. Bo jak ma postąpić „rodzimowierca-kapitalista” przy hipotetycznym wyborze: zrobić coś co przyniesie mu zysk, ale osłabi Naród i tym samym państwo, czy też przeciwnie, wyrzec się zysku, ale wzmocnić wspólnotę rodową? Odpowiedź, jak mniemam, jest tu dość oczywista. Ta odpowiedź dla każdego rodzimowiercy to w prostej linii skutek naszej wiary.
Wspominaliśmy parokrotnie o wyzysku, życiu z pracy innych i jej znaczeniu. Praca ma znaczenie duchowe, oznacza także hartowanie siebie, swoich talentów, rugowanie słabości. Czy życie z pracy innych można nazwać czynem godnym rodzimowiercy? Czy zachowanie niesprawiedliwe, uściślając – np. łamanie praw pracowniczych przystoi Polakowi, Słowianinowi? Czy skoro mówimy o modelu zadrużnym, o kolektywie, to mamy pozwolić na wyzbycie się takich pojęć jak sprawiedliwość i uczciwość, zwłaszcza w ich społecznym rozumieniu?

Natura

Rodzimowierstwo słowiańskie to religia, która w sposób oczywisty optuje za naturą, więzią w nią, co przekłada się na dobrze rozumiana ekologię i szerzej – dbałość o klimat i środowisko naturalne. W zetknięciu z kapitalizmem i jego systemem wartości (albo „wartości”) następuje wyraźny konflikt na tej płaszczyźnie. „Oczywistą oczywistością” będzie twierdzenie, że kapitalizm nie ma stosunku do natury jako takiej. Po prostu kapitalizm jest systemem, w ramach którego liczą się inne wartości i kwestie. Tak więc to czy w ramach pogoni za zyskiem, optymalizacji produkcji, ekspansji gospodarczej etc. środowisko naturalne danego kraju czy regionu zostanie zniszczone czy nie, dla kapitalisty nie ma najmniejszego znaczenia. Byłoby dziwne zresztą dziwne gdyby było, skoro nawet ludzie i ich życie dla kapitalisty nie stanowią wartości.
W dobie gospodarki globalnej, wielkiego kapitału oraz daleko posuniętej globalizacji w każdej płaszczyźnie wpływ kapitalizmu na klimat i naturę ma znaczenie pierwszorzędne. Kryzys klimatyczny, ogromne niszczenie gatunków fauny i flory, gigantyczne wręcz zanieczyszczenie wód i powietrza – to wszystko w prostej linii skutki myślenia opartego o paradygmaty materialistyczne, czyli właśnie kapitalistyczne.  Coraz większa emisja gazów cieplarnianych, kryzys nadprodukcji, wycinanie masowe (obecnie w Brazylii największe w historii) lasów tropikalnych, ilość plastiku w wodach oceanicznych, która niebawem przewyższy ilość ryb i stworzeń morskich – to wszystko także wynik kapitalizmu.
Czy rodzimowierca, która oddaje hołd i szacunek Mokoszy i Jarowitowi może być kapitalistą? Czy rodzimowierstwo, będące dla mnie w sposób oczywisty religią życia (w przeciwieństwie do katolicyzmu, religii śmierci i wspakultury) może  łączyć się w jakikolwiek sposób z doktryną kapitalizmu, który jawi się jako jeden z największych wrogów natury, a więc i nas samych? 

Archetypy

Każda kultura, cywilizacja opiera się między innymi o pewne archetypy, czyli wzorcowe przykłady postaw, które stają się swoistym ideałem do naśladowania. Nie inaczej jest z Europą, a więc i Słowiańszczyzną. Wspomniał o tym między innymi Rafał Merski w swojej pracy „Etyka słowiańska”. Co więcej w kolejnych punktach nawiązał do rozmaitych archetypów i wzorców postaw, jakie zidentyffikować można w naszej spuściźnie. Zerknijmy na nie: „Mężczyzna – Bohater – Wojownik”; „Wojownik – król”; „Mędrzec – nauczyciel”; „Kobieta – matka – bogini”. Oto jakie archetypy wymienia Merski, zresztą bardzo trafnie. Zwróćmy uwagę: wśród nich nie ma archetypu jak: bankier, rentier, makler giełdowy, oszust, malwersant, spekulant. Pisząc o bogactwie Merski jednoznacznie wskazuje, ze bogactwo jest funkcją troski o rodzinę, Naród, wspólnotę, a nie celem samym w sobie. Co więcej, bogactwo wynikać powinno z pracy, a nie z „optymalizacji finansowej” czy z kapitału, który rodzi kolejny kapitał (zjawisko charakterystyczne dla gospodarki wolnorynkowej). W ogóle zjawisko rozerwania zależności poziomu bogactwa od pracy czy  fakt, że praca i poświęcenie danego człowieka nie mają większego znaczenia dla jego miejsca w hierarchii społecznej jest jedną z licznych patologii kapitalizmu. To zresztą także objawy upadku tradycyjnego modelu społecznego na rzecz liberalnego i kapitalistycznego, ale to już temat na inny artykuł. Starczy dla nas podsumowanie, że to praca, osobiste przymioty i zasługi powinny wyznaczać pozycję danej jednostki, a nie jej zamożność, urodzenie czy posiadane kontakty oraz koneksje. 

Rodzimowierstwo albo kapitalizm

Temat powiązania kapitalizmu z rodzimowierstwem wedle mojej wiedzy do tej pory nie był poruszany w publicystyce związanej z rodzimą wiarą. Tak więc mam świadomość, ze powyższy tekst w żadnej mierze nie wyczerpuje tematu ani nie rości sobie prawa do ostatecznego rozstrzygnięcia. Jakkolwiek najgłębsza niemożność pogodzenia postawy rodzimowierczej i kapitalistycznej jest oczywista i niezaprzeczalna, to jak najbardziej dopuszczam, że temat ten na łamach Neonowego Słowianowierstwa zostanie jeszcze poruszony. Z pewnością wiele aspektów tego skądinąd ciekawego zjawiska nie zostało przez mnie opisanych, lub też opisałem je w stopniu niewystarczającym. Tak więc założyć możemy, że temat ten powróci na naszych łamach.
Co więcej wydaje się, że w ogóle niewiele jest rodzimowierczej publicystyki, która stara się tematy polityczne, ideologiczne czy ekonomiczne analizować z punktu widzenia rodizmowierstwa słowiańskiego. Ciężko mi stwierdzić z czego to wynika: swoistej subkulturyzacji, braku poczucia potrzeby tego, kompleksów czy braku jakiejkolwiek refleksji. Niezmiennie od tego Neonowe Słowianowierstwo nie ma zamiaru poprzestać na tym jednym tekście, gdzie do określonych zagadnień podchodzimy z punktu widzenia rodzimej wiary, ale w kolejnych tekstach poruszać będziemy szereg innych, istotnych problemów i tematów z rodzimowierczego punktu widzenia. Niech ta niewielka cegiełka będzie naszym wkładem w rozwój naszej religii.

Sława Przodkom, Sława Bogom

Jaromir

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz