Rodzimowierstwo słowiańskie jest z pewnością na wznoszącej fali, jeśli idzie o popularność, rozpoznawalność w społeczeństwie oraz wzrost liczby osób biorących w ten czy inny sposób udział w obrzędach, życiu gromad i wspólnot etc. To oczywiście element pozytywny per se, jednak jako ludzie odwołujący się do idei zadrużnej i myślenia cywilizacyjnego, patrzeć musimy na całość zagadnienia z perspektywy ogółu naszego Narodu, etniczności, kultury oraz cywilizacji. Co to znaczy? W praktyce oznacza to, że rodzimowierstwo słowiańskie rozumiane jako religia musi być przez nas traktowane jako potencjalnie jeden z najważniejszych elementów naszego świata. Nie ulega bowiem najmniejszych wątpliwości, że wbrew twierdzeniom liberałów i innych relatywistycznych szarlatanów to religie stanowią jeden z najistotniejszych filarów funkcjonowania cywilizacji. To na wartościach wywodzących się wprost z religii powstawały wielkie imperia w antyku i średniowieczu. Analogicznie – z upadkiem określonych systemów religijnych zwykle wiązał się fakt upadku danej kultury, cywilizacji czy imperium. Również integralnie ze zmianą religii w skali państwa czy Imperium (w rozumieniu Carla Schmitta) wiąże się zawsze równie rewolucyjna zmiana w funkcjonowaniu człowieka w swojej wspólnocie politycznej czy państwowej.
Religia słowiańska wiąże się w sposób jasny i oczywisty z pojęciami i wartościami takimi jak Naród, etnos, rasa. Są one traktowane w ujęciu kolektywnym jako kolejne poziomy działania człowieka, budowania jego tożsamości, a co za tym idzie świadomości. Sam fakt, że rodzimowierstwo słowiańskie jest religią etniczną wydaje się w uproszczonym ujęciu sprawę te jednoznacznie przesądzać. Aksjologia etnicznych systemów religijnych jest oczywista, i efekt w postaci nacjonalistycznej postawy jest tu po prostu konsekwencją.
A skoro jesteśmy nacjonalistami, skoro posiadamy świadomość bycia Słowianami i Europejczykami, to dbałość o te kolejne poziomy naszego kolektywnego ego – Naród, etniczność, kontynent – jest także oczywistością. Nie ma chyba większego sensu rozwodzić się specjalnie nad tym, że od wielu dekad Europa jest w stanie głębokiej zapaści moralnej, etycznej i ideologicznej, a w efekcie nasza gospodarka, polityka, demografia czy kultura coraz bardziej się degenerują. Nasza cywilizacja umiera i dotyczy to każdego europejskiego Narodu, a nie tylko „zgniłego Zachodu”. Wszystkie procesy jakie przeszły Niemcy, Szwecja czy Francja obecnie powiela, i to w przyspieszonym tempie, obszar Europy Wschodniej. Czy możemy coś z tym zrobić? Wszak mówimy tu o globalnych procesach, których zasięg jest grubo ponadnarodowy. Jako ludzie odwołujący się do postawy faustycznej odpowiedzieć musimy twierdząco. Walka o Europę to po prostu nasze przeznaczenie! Jesteśmy tym kim jesteśmy, a nasze dziedzictwo to nasz obowiązek.
Jak wspomniałem religia jest integralnie związana i warunkuje powstanie, rozkwit i upadek kolejnych kultur i cywilizacji. Europa umiera – a wraz z nim dogorywa Kościół Katolicki. Nie chodzi mi tu o lewicowo antyklerykalne zapowiedzi tego, że za 10 czy 20 lat instytucja ta zniknie. Osobiście nie bardzo w to wierzę. Mówiąc, że Kościół Katolicki upada mam na myśli przede wszystkim jego kompletny uwiąd i niemoc religijną, ideologiczną i światopoglądową. Ongiś ostoja myślenia tradycjonalistycznego obecnie staje się forpocztą liberalizmu i kapitalizmu. Popieranie przyjmowania tzw. „uchodźców”, walka z urojonym faszyzmem ręka w rękę z lewicowymi ekstremistami, coraz mocniejsze zapowiedzi daleko posuniętej liberalizacji doktryny w sprawie homoseksualizmu – to najbardziej rzucające się w oczy objawy upadku tej instytucji. Oczywiście, jakość moralna i etyczna materiału ludzkiego, czyli kleru także pozostawia wiele do życzenia, ale to temat na inny artykuł.
Spengler w swojej ponadczasowej pracy „Zmierzch Zachodu” wykazał jednoznacznie jak religia i jej przemiany w historii Europy związane były z przemianami kolejnych kultur i cywilizacji. W błyskotliwy sposób przeanalizował cywilizacyjny sens rozwoju religii chrześcijańskiej i jej syntezę z elementami przedchrześcijańskimi na terenie Europy. Spengler dał nam zresztą cała swoją spuścizną intelektualną jeszcze jedno – dzięki niemu mamy możliwość jako być może pierwsze pokolenie w historii przeżywać upadek naszej cywilizacji nie tylko świadomie (to już się zapewne zdarzało), ale i mając poczucie określonych procesów możemy podjąć działania zmierzające do zmiany tego straszliwego dla nas procesu.
Religia katolicka i jej kościół odchodzą razem z cywilizacją, która na nich wyrosła. Świat chrześcijański dopełnił swego przeznaczenia i po osiągnięciu optimum swej potęgi powoli odchodzi z tego świata. Ale Europa była długo przed tym, zanim na Golgocie zmarł ukrzyżowany Nazareńczyk, tym samym dając początek dwóm tysiącom lat nowej epoki. I Europa dalej musi trwać! Skoro nasz świat zmienia się tak diametralnie a upadek chrześcijaństwa wynika być może także z tego, że nie jest ono już adekwatnym rozwiązaniem dla problemów naszych czasów, to wnioskiem naszym jako rodzimowierców słowiańskich jest to, że najwyższa pora, aby etniczne wierzenia Europejczyków rozpoczęły długą i żmudną drogę powrotu na karty historii.
Ale jeśli faktycznie chcemy, by odrodzona Europa oparta była o grupę etnicznych wierzeń wyrastających z pnia indoeuropejskiego, to musimy mieć świadomość tego, czym tak naprawdę jest religia i dlaczego obecnie nasze rodzimowierstwo słowiańskie nie jest na wystarczającym stopniu rozwoju, aby udźwignąć ten ciężar. Spójrzmy na religię chrześcijańską z jej ogromną teologią, doktryną i nauczaniem – i porównajmy z rodzimowierstwem. Nie chcę popadać w zbyt skrajny krytycyzm, ale przewaga chrześcijaństwa jest wprost dojmująca. Rodzimowierstwo stara się wprawdzie podejmować określone działania, zwoływane są kolejne wiece, powstają prace z zakresu religioznawstwa i samej doktryny religijnej, w czym bierze także udział Neonowe Słowianowierstwo. Staramy się jasno ustalić to, co ma być trzonem i doktryną oraz teologią naszej rodzimej wiary. Nie okłamujmy się jednak – daleko, naprawdę daleko do końca tych działań.
Wniosek z powyższego paragrafu jest dla mnie jasny – aby nasza religia stała się podstawą światopoglądowa i religijną to przestawienia historii na właściwe tory, musimy zintensyfikować i przyspieszyć określone prace i działania. Ich celem musi być przekształcenie rodzimowierstwa z pewnej subkultury, stylu czy wręcz zabawy w prawdziwą religię ze wszystkimi jej cechami i atrybutami.
Teologia
Po pierwsze rodzimowierstwo słowiańskie musi mieć jedną, ustaloną i określoną teologię i panteon. Nasze wierzenia nie mogą być oderwanymi od siebie fragmentami i strzępami, które ta czy inna gromada dowolnie sobie kształtuje. To nie jest religią. Religia to jasny, konsekwentny i całościowy zbiór wierzeń. Śmiem twierdzić, że pierwsze zręby już istnieją – czy będzie to praca pióra mojego kolegi Jarowoja („Wiecznica: Mitologia Słowiańska” oraz „Rodzimowierstwo Słowiańskie” wespół z Ziemisławem Grzegorzewicem), czy wspólna deklaracja wiary 7 gromad (dostępna na stronie Gromady Białożar) czy inne działania – aksjologiczne, teologiczne i religijne podstawy już mamy. Neony starają się rozwijać niektóre zagadnienia chociażby w swoich działaniach w kanałach social-media czy nagraniach. Ale teraz musimy pójść krok dalej. Może nawet wiele kroków. Musimy stworzyć teologię i doktrynę rozumiane jako naszą odpowiedź na święte księgi religii monoteistycznych. Ktoś odpowie: „przecież takich ksiąg nie mamy, nie zostały spisane a księgi religii monoteistycznych pochodzą sprzed setek i tysięcy lat”. Tak, to prawda. Dlatego musimy spisać je sami. Za wysoko postawiona poprzeczka? Obraza dla Bogów? Bynajmniej. Nasza wiara nie jest wiarą objawioną a wiara wynikającą z obserwacji i poznawania świata danego nam od Bogów. Więc na podstawie tego, na podstawie wszelkich przejawów boskiej mocy i woli oraz na podstawie całej dostępnej nam wiedzy musimy wreszcie stworzyć przeciwwagę dla Biblii czy Koranu. Argument, że z wierzeń naszych przodków przetrwało niewiele a źródła folklorystyczne czy kulturowe są niedostateczna do tego zadania skwituję dość prosto. Otóż jak właśnie stwierdziłem nasza wiara nie wynika z objawienia, ale obserwacji i przeżywania. Czy nasi przodkowie przeżyli objawienie, którego nam Bogowie poskąpili? Nie, po prostu wnikliwie, bez klapek narzuconych przez coraz bardziej zdegenerowany świat obserwowali i analizowali to, co ich otaczało. A więc nic nie stoi na przeszkodzie temu, aby taką teologię z jego manifestami w postaci tekstów i doktryny opracować. Śmiem twierdzić, że dla każdej religii jest to absolutna podstawa.
Człowiek i jego świat
Z teologii wynika jasno kosmogonia oraz wartości i prawa rządzące naszym światem oraz całym wszechświatem. Każdy bowiem człowiek religijny poruszając się w świecie warunkowanym przez religię, jednocześnie porusza się w środowisku zasad i norm narzuconych przez ten czy inny system religijny. Każda religia niesie nie tylko mity, wierzenia, ale także kosmogonię, a z nich wynika jasno, jakie wartości i prawa pochodzą od Bogów, ergo jak powinniśmy żyć i czym się kierować. Tu nie ma miejsca na jakiekolwiek podwójne standardy, na hipokryzję czy uchylanie się od boskich praw. Sami Bogowie dokonując określonych manifestacji i przybierając takie a nie inne postaci, pokazują nam jak mamy żyć i kim mamy się stać. Skoro Perun jest Bogiem wojny i waleczności, Mokosz Boginią płodności, rozkwitu życia i ziemi, Rod Bogiem między innymi wspólnoty rodowej, to pacyfizm, feminizm w liberalnym znaczeniu, anarchizm czy kosmopolityzm absolutnie wykluczają się z rodzimowierstwem słowiańskim. Albo się wierzy w Bogów i jest się rodzimowiercą w sposób konsekwentny, albo po prostu okłamuje się siebie i wszystkich dokoła. Jeśli Bogowie przekazali nam kulturę, pokazali że rozwój i zwiększanie władztwa nad wszechświatem to droga każdego człowieka, to wszelka wspakultura jawi się nie tylko jako czynnik ideologiczny, ale najbardziej ordynarne naplucie na boski porządek.
To nie ludzki wymysł, kaprys czy spisek, ale właśnie ów boski porządek i ład nakazują dbałość o Naród, etniczność, lokalną wspólnotę (zadrugę), o rodzinę, kulturę i cywilizację. To Bogowie nauczyli nas, że naszym przeznaczeniem jest ciągły rozwój i niczym Swaróg wykuwanie swego żywota i przeznaczenia. Nie jesteśmy ludźmi bawiącymi się w RPG-i czy teatrzyki. Jesteśmy Słowianami, jesteśmy rodzimowiercami! To oznacza, że prawdziwie wierzymy w każdego naszego Boga, pochodzące od Nich prawo, wartości i zwyczaje. Dlatego honor, męstwo, pracowitość, czystość, uczciwość czy prawdomówność stawiamy ponad degenerację, nihilizm, wszechmiłość, lenistwo i wegetację, brud i upadek.
Z powyższego wynika postulat totalności naszej wiary. Każda bowiem religia jest totalna, a jeśli nie jest to nie jest godna nazywać się religią. Skoro otaczający nas świat, jego zasady i wartości pochodzą od Bogów, to jasnym dla nas jest, że kierować się tym musimy w każdej dziedzinie naszego życia, każdym aspekcie i każdej chwili. Nie tylko podczas wznoszenia zdrawicy czy dumnego prezentowania nowej koszulki ze słowiańskim symbolem. To tylko szpan i bufonada. Dla nas religia słowiańska to droga życia, która warunkuje każdy jego aspekt. Właśnie dlatego, że wszystko co nas otacza pochodzi od Bogów. Dlatego odrzucamy jednoznacznie hipokryzję, zakłamanie i unikanie faktycznego stosowania się do słowiańskich zasad. Wielkość chrześcijańskiego świata wynikała właśnie z faktu totalności religii chrześcijańskiej oraz faktu, że ludzie w dobie chociażby średniowiecza byli chrześcijanami w każdym calu.
Prawdziwie wierzyć
Rodzimowierstwo, jak sama nazwa wskazuje, to wiara. To zresztą oczywiste, przecież religia ex definitione opiera się na wierze. Dlatego też musimy zdać sobie sprawę, że podejście do rodzimej wiary na zasadzie „kultywowania zwyczajów przodków” czy „szukania alternatywy” albo ze zwykłej ciekawości czy z powodów towarzyskich jest suma sumarum podejściem błędnym i krótkowzrocznym. Jeśli chcemy aby to religie etniczne były duchowym i moralnym budulcem nowej Europy, to muszą one być faktycznie religiami, a więc nie zabawą czy odtwórstwem, ale systemem wiary. Skoro wierzymy, to wchodzimy na zupełnie inny, dużo bardziej transcendentny poziom funkcjonowania. Kiedy odwołujemy się do Swaroga czy Welesa, kiedy przysięgamy na Peruna, kiedy zwracamy się do Mokoszy czy Dadźboga o dary, to nie dlatego, że to „fajne” lub „ciekawe”. Robimy to ponieważ szczerze w to wierzymy. Wierzymy w naszych Bogów, w ich byt, w stworzone przez nich zasady i prawa. Problemem rodzimowierstwa słowiańskiego jest niestety często podejście do naszej wiary raczej jak do sposobu spędzania wolnego czasu czy formy życia towarzyskiego. Rodzimowiercy niejednokrotnie nie wierzą w nie, czym nie tylko wystawiają sobie pewne świadectwo, ale przede wszystkim obniżają rangę rodzimej wiary. Skoro sami nie podchodzimy poważnie do tematu, to czy inni podejdą? Tymczasem rodzimowierstwo słowiańskie to przede wszystkim religia ze wszystkimi tego konsekwencjami.
Herezja
Słowo „herezja” kojarzy się jednoznacznie z religiami monoteistycznymi. Tymczasem sam termin oznacza „doktrynę religijną odrzucaną przez władze kościelne lub religijne jako błędną”. Skoro bowiem chcemy stworzyć zamkniętą teologią i doktrynę, mieć jasno ułożone i spisane wierzenia, prawa i zasady, to jest czymś absolutnie oczywistym, że w ramach tego totalnego systemu pojawić się musi niejako automatycznie zjawisko herezji. Tak jak w każdym całościowym i konsekwentnym systemie element, który do niego nie pasuje i jest wykluczony w sposób logiczny jest wypychanyna zewnątrz i nieuznawany.
Wszyscy wiemy doskonale, że w środowisku rodzimowierczym pojawiają się od pewnego czasu elementy, które kompletnie do naszej wiary nie przystoją. Liberalizm, promocja homoseksualizmu, pacyfizmu, tzw. „antyfaszyzmu” wkradają się do naszych słowiańskich kręgów i wypalają nam dusze. Okazuje się co chwila, że można udzielić swaćby pederastom, że pochodzenie nie ma znaczenia, że aborcja jest w porządku, albo ze wychowanie chłopca na silnego człowieka gotowego bronić siebie i bliskich to „faszyzm” i „militaryzm”.
Jesteście heretykami. Wasz nowotwór ideologiczny nie ma nic wspólnego ze słowiańskim rodzimowierstwem, a wasze zasady pasują bardziej do KPZR niż do jakiejkolwiek szanującej się gromady. Najwyższa pora skończyć w obrębie naszej religii z dualizmem światopoglądowym, z przyzwoleniem na raka liberalizmu i zwykłej wspakultury. Najwyższa pora herezję nazwać herezją i przestać udawać, że to inny odcień wiary naszych przodków. Nie macie z naszymi przodkami i ich wiarą oraz prawami nic wspólnego, a oni sami splunęliby wam w twarz. Słów pogardy na to szkoda.
Prawa
W konsekwencji powyższych działań, przy założeniu że prędzej czy później religie etniczne rozwiną się na miarę naszych oczekiwań, trzeba będzie przejść do tematu powiązania prawa i religii. Brzmi strasznie? Państwo wyznaniowe? „Ciemnogród”? Ale czy skoro w coś wierzymy i uważamy za dane od Bogów, to czy może istnieć inny, lepszy i ważniejszy determinant obowiązujących praw? Prawda jest taka, że termin „państwo neutralne światopoglądowo” jest kolosalnym kłamstwem. Każde prawo opiera się na danym systemie ideologicznym lub religijnym, także w obecnym państwie polskim. Sam fakt, że coś jest zakazane, oznacza, że prawodawca posługuje się określonym systemem przekonań, który daną czynność każe uznać za karygodną a inną za dopuszczalną. Problemem jest to, że obecne prawodawstwo polskie to konglomerat wpływów liberalizmu, kapitalizmu oraz reliktów komunizmu. W efekcie dostajemy świetne uwarunkowanie oligarchicznej demokracji parlamentarnej, która pozwala robić niezłe kariery w świecie wielkiej polityki i biznesu, ale niekoniecznie zabezpiecza to właściwy rozwój naszego Narodu i polskich rodzin.
Skoro wierzymy i wyznajemy dany system religijny, to jest absolutnie jasne, że to on stanowić musi podstawę światopoglądową i ideową to tworzenia prawnych zrębów naszej rzeczywistości.
Słowem zakończenia
Rodzimowierstwo słowiańskie musi się rozwinąć i stać religią w pełnym tego słowa znaczeniu. Tylko wówczas będziemy w stanie posłużyć się nią, wraz z innymi Narodami posługującymi się swoimi religiami etnicznymi, do odbudowania wielkości Europy, naszych ludów i krajów. Rodzimowierstwo to nie zabawa w LARP-owskim stylu, nie subkultura, nie zabawa czy chwilowa moda. Odrzucamy każde z tych stanowisk i podejść do naszej wiary.
Rodzimowierstwo słowiańskie to religia. I nie pozostaje mi nic innego jak posługując się analizą Spenglera mieć nadzieję, że nasza religia dopomoże w powstaniu nowej, wspaniałej kultury – postliberlanej i archeofuturystycznej.
Sława!
Jaromir

Kiedy pod koniec pierwszej dekady tego wieku zetknąłem się z Rodzimowierstwem, Sachniukiem, zadrugą od razu stały się dla mnie oczywiste postwione w powyższym artykule tezy; a naturalna konsekwencją tego konieczność zorganizowania współnoty przypisanej do określonego miejsca, które stanowiło by bazę/ zadrugę rozwoju i emenacji rodzimowierstwa. W mojej wyobraźni przybrała postać Parku Słowiańskiego obejmującego także i innne pokrewne aktywności. Opór był zbyt duży - silna dążność do atomizacji poszczególnych grup i osób -a i rozczarowań sporo. Wniosek jaki wyciągnąłem to, że potrzebna jest w nas dużej dozy cierpliwości. Do dziś rodzimowierstwo nie jest gotowe na przyjęciw wspólnej drogi.
OdpowiedzUsuńSkoro mamy rozwijać spuściznę naszych sarmackich przodków to nie możemy się opierać o judeorzymski, patologiczny patriarchat.Nasza kultura była przesycona dziedzictwem po kądzieli a niezapisywanie było ważne ze względu na ostrożność w dzieleniu się wiedzą, nie rzuca się nasion na nieprzygotowany grunt. Rzymianie bali się Słowian gdyż ci posługiwali się magią, nie znaleziona też żadnej broni w czasie ekspansji Słowian 7-8 w n.e.Być może dopiero przyszłe pokolenie będzie w stanie powstać, ale na pewno nie przez słowa a przez sprawczość.Sława!
OdpowiedzUsuńCo za brednie nawiedzonej feministki. Rozdział ról społecznych płci nie jest żadnym "judeorzymskim" (LOL, jak można rzymskość z rodowodu aryjską wiązać z judejskością?) wymysłem, tylko jest uwarunkowana biologią.
UsuńDrugi błąd - patriarchat nie został przywleczony do Europy wraz z chrześcijaństwem, bo patriarchat jest dla Aryjczyków naturalnym stylem życia. Tzn. kobiety u Aryjczyków miały silną pozycję, ale to mężczyźni stanowili element napędowy popychający rasę aryjską ku rozwojowi. Zadaniem kobiet było wychowanie i zaszczepienie tożsamości, a zadaniem mężczyzn była innowacyjność i ekspansja/pionierstwo. Matriarchat faktycznie istniał w Europie, ale był on cechą zdegenerowanych ludów przedaryjskich owładniętych pacyfizmem i brakiem woli ekspansji i zostali podbici przez przeważające liczebnie grupy Aryjczyków, gdy zajmowali puste połacia czasami natrafiając się na przedaryjskich prymitywów. To od nich Celtowie zapożyczyli elementy matriarchatu wraz z ofiarami rytualnymi z ludzi, co było duchowości aryjskiej obce. Jak się to skończyło dla Celtów? Zostali wyparci przez aryjskich kulturowo Rzymian i Germanów i dzisiaj zajmują niewielką część Wysp Brytyjskich. Dzisiaj zauważamy podobny proces. W dobie upadku patriarchatu Europa jest w stanie dekadencji, podbijana przez inne ludy, a plagą jest masowa liczba aborcji, które są odpowiednikiem ofiar rytualnych z ludzi, zwłaszcza z dzieci w przedaryjskim okresie matriarchalnym Europy i wśród pogańskich Celtów, którzy wchłonęli do swojej kultury te zdegenerowane przedaryjskie zwyczaje.
Każda twórcza i rozwojowa kultura jest patriarchalna, bo mężczyzna ma być oparciem dla kobiety, czyli ma być mężczyzną-wodzem/przywódcą. I taki typ mężczyzn podoba się kobietom, bo przy takim typie mężczyzn kobieta może czuć się dobrze, a nie przy typie cioty bez ikry, bez zapału i bez męskiego zdecydowania. Każda matriarchalna "kultura" jest wspakulturą, albo jest charakterystyczna dla prymitywnych ludów, albo dla cywilizacji znajdujących się w stanie dekadencji.
Nie przypisujcie sobie głupie lewackie feministki aryjskiej spuścizny duchowo-kulturowej, bo nie macie z nią nic wspólnego. Degenerujecie tylko Aryjczyków i szkodzicie aryjskim kobietom. Aryjskość w kwestii roli płci ma wyraźnie określony charakter - patriarchalny model społeczeństwa przy wysokim znaczeniu i pozycji kobiet. Różni to Aryjczyków od Semitów negujących znaczenie kobiet, ale różni to też Aryjczyków zachowujących swoją aryjską kulturę od zdegenerowanych, dekadenckich lub prymitywnych ludów nastawionych na patriarchalizm.
A no i jeszcze jedno. Słowianie nie osiągnęli sukcesu przez jakieś hokus-pokus, tylko właśnie przez to, że ich kultura zachowała to, co jest tradycyjne i eugeniczne - przez własną zadrużność, czyli przez stawianie na piedestale wartości takich jak rodzina, plemię. To pozwoliło Słowianom na eksplozję demograficzną, a wraz z nią na ekspansję. No i co to za pieprzenie, że Słowianie nie używali broni? Pomijam już to, że archeologia mówi co innego, ale Słowianie byli właśnie bardzo wojowniczym ludem, o czym wszyscy w świecie środziemnomorskim mówili i czego się obawiali, a bardzo pożądani byli słowiańscy najemnicy jako wartościowi w boju.
UsuńCały problem polega na sprowadzaniu pogaństwa do jakiejś głupiej magii, jednocześnie zapomina się o treści i wartościach, które są podstawą pogaństwa.