Rodzimowierstwo słowiańskie jest religią opartą o organiczny związek człowieka z ziemią, jego naturalnym biotopem. Ta zasada obowiązuje zarówno w stosunku do ekologii, jak i duchowości. Uważamy, że każdy etnos i każda wspólnota zamieszkują różnorodne biotopy i zasługują, podobnie jak flora i fauna, na ochronę celem biologicznego zróżnicowania. Jest to głęboko ekologiczna i "zielona" perspektywa rodzimowierstwa słowiańskiego.
Nasza Matka Ziemia wymaga ochrony. Wbrew temu, co mówi i myśli prawactwo, zagrożenie efektem cieplarnianym i wyniszczeniem środowiska naturalnego przez nieograniczony rozwój jest realne. Tony śmieci w oceanach, niewyobrażalna emisja spalin i odpadów, zanieczyszczenie jezior i rzek toksynami, smog... Jeśli ceną postępu ma być totalna zagłada ekosystemu i wszystkich organizmów żywych łącznie z nami, to jest to oferta nie do przyjęcia.
Nie nawołujemy do zamieszkania w głuszy, wysadzania fabryk albo przytulania drzew. Namawiamy do zrównoważonego rozwoju i ekologicznego myślenia. Jeśli śmiecisz w lasach, zatruwasz rzeki, dewastujesz dziką naturę - szkodzisz Wilgotnej Matce Ziemi, Mokoszy. Szkodzisz sobie i swojemu otoczeniu. Szanujemy rodzimowierców zaangażowanych w różnorakie akcje ekologiczne: biorących udział w sprzątaniu lasów i “sprzątaniu świata”, akcjach informowania społeczeństwa o zagrożeniach i sposobach przeciwdziałania im, albo chociaż w akcjach zbierania nakrętek, przeprowadzanych w wielu firmach. Wszystko jest lepsze od bezczynności.
Tak jak przeciwstawiamy się mieszaniu krwi i zastępowaniu rdzennej ludności ludnością napływową, tak w imię przetrwania naszego podgatunku nawołujemy do zabezpieczenia krajobrazu, z którego wyrośliśmy. Jeśli nasz słowiański biotop ulegnie zagładzie, wraz z nim wymrą stworzenia, które go zasiedlają - w tym nasze potomstwo.
Rod, patron ciągłości duchowej i więzów krwi oraz Mokosz, patronka zasady ziemi, stanowią parę bóstw, których kultu potrzebujemy teraz najbardziej. Jako Neonowe Słowianowierstwo z całym dostępnym nam arsenałem duchowej energii będziemy pracować, by przywrócić im należne miejsce w sercach i umysłach szlachetnych. I to nic, że nie sprzyja nam wiatr i że świat zdaje się tonąć w coraz większym chaosie. Przecież najciemniej jest zawsze godzinę przed świtem.
Jarowoj

"w imię przetrwania naszego podgatunku" - choćby semantycznie słuszne, to jednak niefortunne określenie. Zmieniłbym
OdpowiedzUsuńSława
A co niby jest w tym "niefortunnego"? @nechrist jest jakimś łysenkistą, albo innym liberalnym padalcem uprawiającym relatywizm rasowy tzn. neguje istnienie i znaczenie ras?
Usuń